8 cze 2013

You know those moments when a man makes a decision that'll change his entire life and he steps up to become the hero he was meant to be? This ain't one of those moments.





Richard Sharp
z Londynu
VI klasa, 17 lat
Ravenclaw, prefekt 
boi się śmierci
gdy wyczaruje patronusa, będzie nim kozioł
różdżka wykonana z drzewa śliwy, z rdzeniem z pióra feniksa, długa na dwanaście i trzy czwarte cala




      Wydawało mu się, że ta harówka, którą od pierwszej klasy wykonywał, opłaci mu się. Opłacą się zarywane w bibliotece nocki, opłaci się bieganie za nauczycielami w celu poprawienia PO na W, opłaci się ręka nadwyrężona od pisania wdzięcznym kolegom esejów. Szczerze wierzył, że jeśli się postara, to jego wysiłki zaprocentują w przyszłości na jego i że teraz jest czas do wypracowania sobie godnego życia, nawet za cenę paru upokorzeń związanych z byciem wyzywanym od kujonów, lizusów - wszystko w rewanżu za odmówienie pomocy przy lekcjach. Wierzył, że warto się poświęcić dla większego, swojego dobra i nawet bardzo mu nie raziło życie towarzyskie starszego brata, które działo się tuż pod jego nosem, jakby w drugim pokoju i nigdy nie pchał się na salony, bo wystarczyły mu półki z książkami w pakiecie z miękkim fotelem. Przyszła wojna, która już w swej początkowej fazie zabrała mu ojca (chrzestnego), a później postawiła znak zapytania przy przyszłości chłopaka zarówno jak i całego świata. Krukon nie wie co robić, przez sześć lat dążył do tego, aby "na starość" mieć święty spokój, od siedemnastu lat nie myślał nad tym jaki status krwi powinno się wznosić na piedestały, sam zresztą był pół na pół i nie widział w tym nic złego, a w dzisiejszych czasach w każdej chwili ktoś może przyłożyć mu różdżkę do gardła i zażądać opowiedzenia się po jednej ze stron. Kiedy jego chrzestnego zabrali, mimo mądrości nabytej z książek i bystrości umysłu, która nie opuszczała do przez całe życie, nie potrafił zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, po co jest ta cała nienawiść i skąd ona się bierze. Lubi przeglądać dzienniki, aby wiedzieć co się dzieje, w ogóle lubi być na bieżąco ze wszystkim. Teraz na przykład jego uwagę niemal w całości pochłania Turniej Trójmagiczny, w którym mimo swojej pełnoletności i umiejętności budowania strategii, nie ma chęci startować, a który mimo to intryguje go tym całym niebezpieczeństwem, w które nie będzie wmieszany. Bo woli siedzieć z boku, nie ryzykować życia, ani zdrowia, za to po cichu łudzić się, że Czara Ognia nie wypluje wpisanego na kartce starszego brata, któremu Rich życzy oczywiście wszystkiego najlepszego, ale nie sławy i poważania, bo to już dawno zaklepał dla siebie i żadna magiczno-mugolska bitwa tego nie zmieni. Sam nie weźmie (od razu), drugiemu też nie da, trochę zawistny i trochę dwulicowy, ale czasem męczy go oglądanie cudzych sukcesów w których on sam miał swój udział. Czasem pomoże ci wzlecieć wysoko, ale nie wyżej od niego, a czasem podetnie ci skrzydła, żebyś na pewno nie doleciał do upatrzonego przez niego celu. Sfrustrowany, bo już sam nie wie, czym ma się zająć. Od zawsze wabiła go posada w departamencie przestrzegania prawa czarodziejów, ale kiedy wszystko staje się niepewne, dałby się zamknąć w piramidzie i do końca życia odszyfrowywał starożytne hieroglify, którymi interesuje się właściwie od niedawna. Nie jest ani kreatywny, ani też gadatliwy i wkurza go dziwny sposób w jaki wymawia "r". Chodzą nawet pogłoski, że rodzice, Philip oraz Emmeline, dali mu tak na imię, aby mieć pewność, że ich dziecko poprzez samo przedstawianie się, nie będzie miało problemów z poprawną wymową, a tu taki peszek, bo od małego już, Rich wolał nie mówić nic, bo a to się jąkał, a to za szybko, że nie można go było zrozumieć. Krukon nie interesuje się sportem i ma za nic pracę zespołową, bo wszystko woli robić po swojemu. Za to sam bardzo chętnie ci pomoże, jednak trzeba pamiętać, że kiedyś zażąda zapłaty.




[the new guy, tumblr, nanana]



10 komentarzy:

  1. [Witam pana naczelnego, lubię pana buźkę. ;3 Co powiesz na wątek? Sądzę, że powinni się znać, bo oboje są prefektami.]

    Ivy Middleford

    OdpowiedzUsuń
  2. [Prefektem Naczelnym można było zostać dopiero w VII klasie, proszę więc poprawić :)]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Najpierw chłopak miał być z siódmej klasy, stąd to nieporozumienie. Dziękuję za korektę, już ją nanoszę.]

      Usuń
  3. [Uwielbiam to zdjątko. I samego Richarda, wyszedł bardzo krukoński. ;) Nie wydaje mi się, by mogli mieć wcześniej bliższy kontakt. Jeśli masz pomysł na powiązanie, wal śmiało, tymczasem proponuję, by w wątku Riley zaplątała się gdzieś w nocy i zniszczyła (przypadkiem czy naumyślnie) jakąś rzeźbę, obraz, cokolwiek. Pan prefekt będzie musiał się tym zająć, rzecz jasna. :) Co o tym myślisz?]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Zacznę, ale jeszcze pytanie - wybierają się do Hogsmeade razem, tak? Czy spotykają się potem, gdy pojawia się problem?]

    Ivy

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Seraphine mogłaby być nim zauroczona. tak jak i ja. ]
    Seraphine

    OdpowiedzUsuń
  6. [Kangura? To odwdzięczę się skojarzeniem pana Sharpa z Richardem z IT Crowd! Kojarzysz może? ;) Długie włosy, ponury wzrok, blada twarz… ]

    Nocne przechadzki, podobnie jak warty, były do niczego. Już dawno przestały ekscytować Riley, pod koniec edukacji stały się już tylko nieznośnym, acz nieodzownym punktem dnia. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że zarówno ona jak i większość jej rówieśników opracowali sztukę przemieszczania się nocą po zamku niemal do perfekcji, więc wszystko straciło urok. Oczywiście niemal okazuje się być czasem całkiem znaczące. Ta chwila zaliczała się właśnie do czasem.
    Riley Doherty nie łaziła po Hogwarcie dla zabawy, o nie, zawsze miała jakiś konkretny cel: czy to dormitorium znajomej, biblioteka, łazienki… Cokolwiek, ale jednak. I tym razem wędrowała z konkretną misją. Oględnie mówiąc, chodziło o zakład. I to nie byle jaki, a o potężną sumę galeonów, co sprawiało, że Riley za nic nie mogła go sobie odpuścić. Tym razem sprawa wydawała się prosta, wymknąć się cichaczem poza lochy, zwinąć obraz jednego z byłych dyrektorów (tu akurat szanowni koledzy zezwolili na swoistą wolność wyboru), po czym zanieść go do Pokoju Wspólnego i powiesić nad kominkiem. Cóż, to by było zbyt proste i zbyt niebezpieczne zarazem, zatem wisienką na torcie miało być wykonanie zadania tak, by ów dyrektor nikomu o tym nie powiedział. Na szczęście, panna Doherty stworzyła całkiem przyzwoity plan. Już od dawna utrzymywała stałą korespondencję z jedną z dam na obrazach i nie widziała problemu, by przekonać ją do pomocy. Tak też się działo, plan postępował wręcz idealnie. Cóż, do czasu.
    Przyjaciółka chciała pomóc, jak najbardziej, lecz przypadkiem wylądowała nie u tego miłego, spokojnego dyrektora, a u zgorzkniałego, wrednego gbura, który natychmiast spróbował podnieść alarm. Właśnie, spróbował, ponieważ zaradna Riley okazała się szybsza i doskoczyła do obrazu, by przygwoździć siedzącą na nim postać. Wszystko wyszłoby pięknie, gdyby nie stojąca nieopodal zbroja, która (nie wiedzieć czemu…) przewróciła się z hukiem na kamienną posadzkę.
    - A niech to… - westchnęła panna Doherty, słysząc kroki. Cud! To nie woźny, tylko prefekt! Uratowana!
    Ślizgonka uśmiechnęła się czarująco, nieco nieśmiało, lecz z tym specyficznym błyskiem w oku, który został wynaleziony specjalnie po to, by pomagać powabnym dziewczętom w kłopotach. Do przesady rozluźniona Riley starała się całym ciałem okazać, że ani złowieszczy półmrok, ani okrutna ostrość nie wywarły na niej oczekiwanego skutku. Oczywiście, rzeczywistość była nieco inna.
    - Duszno w tych lochach, panie prefekcie – odparła zwięźle, mrużąc oczy. Mimo stanowczej chęci ucieczki, nie odważyła ruszyć się z miejsca.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Zapewne tak :) To czy w takim razie jest może jakiś pomysł na wątek? Czy coś?]
    Elizabeth

    OdpowiedzUsuń
  8. [Serialu. Cóż, zależy od tego, czy pasuje Ci brytyjski humor. Jest dość… specyficzny.]

    Riley z typową sobie kombinatorskością myślała zdecydowanie zbyt wiele, żeby mogło jej to wyjść na dobre. Nieznośna cisza, kiedy to próbowała samą siebie przekonać, że wszystko będzie w porządku, przeciągała się w nieskończoność. Prefekt wyglądał na zupełnie wykończonego, jak uznała, nieco naciągając rzeczywistość, co mogło stanowić znaczącą przewagę w pertraktacjach. Poza tym, mimo lśniącej groźnie odznaki, on sam nie wydawał się aż taki rozeźlony… Cóż, ale po co się poszukiwać? Pan Sharp nie wyglądał ani na zmęczonego, ani rozeźlonego, a po prostu nastawionego na szybkie rozwiązanie sprawy. Oczywiście z niekorzyścią dla niej. Typowe.
    Naprawdę przez chwilę miała wrażenie, że jej się upiecze. Uśmiech wciąż wyglądał słodko, ręce jeszcze nie zdążyły zacisnąć się w pięści. Problem tylko, że każda sekunda wpatrywania się w prefekta bezwzględnie niszczyła wszelkie nadzieje panny Doherty. Ale czy musiała to okazywać? Nie, skąd, trzeba w końcu utrzymać choć resztkę godności osobistej, skoro o honorze raczej mowy nie było. Żeby jeszcze tylko ci cholerni dyrektorzy nie śmieli się z niej z tych swoich obrazów!
    - Tak, panie prefekcie, dokładnie tak – rzekła Riley spokojnie, odwlekając uparcie moment przedstawienia się. Wiedziała, że to będzie ostatni gwóźdź do trumny. – Za przeproszeniem, nie włóczę się po zamku, a przechadzam i byłabym niezmiernie wdzięczna, gdyby mi pan w tym nie przeszkadzał. W lochach w istocie jest zbyt duszno, a skończyły mi się sole trzeźwiące. Mimo wszystko mugolskie sposoby okazują się czasem najkorzystniejsze – dodała nadmiernie grzecznym tonem, tuszując bezczelny przekaz. Nie powinna była prowokować, ale… I tak się jakoś obroni, zawsze był sposób. – Wybaczy pan, ale powinnam zabrać się już za sprzątanie.
    To powiedziawszy, nie czekając na odpowiedź, odwróciła się i podeszła do zbroi. Wciąż trzymaną w dłoni różdżkę (wyjętą przy okazji kneblowania dyrektora) uniosła nad pancerzem, by możliwie najszybszym sposobem usunąć świadectwo swojej niezdarności.

    OdpowiedzUsuń