Gellert Grindelwald
| uczeń Durmstrangu, który odwiedza Hogwart przez Turniej Trójmagiczny | Szesnastolatek urodzony w 1882 roku | czysta krew | Czarna Różdżka | poszukiwacz Insygniów Śmierci |
Wszystko zaczyna się od niewinnej ciekawości, od zainteresowania czymś co mroczne, co kusi i wyciąga do nas zachęcająco swoje potworne ręce. Człowiek jeszcze wtedy nie wie, co będzie jak zatopi się w swoim zainteresowaniu po czubek własnego nosa. Wszystko wydaje się takie inne, ciekawe, inspirujące! Mamy nowe pomysły, ciekawe teorie, które przecież trzeba sprawdzić. Ale nie, nie zagłębiamy się zbyt mocno w te mroczne tematy, bo przecież nie jesteśmy tacy jak oni. Mimo to, powoli, nie zdając sobie z tego zbytnio sprawy, wchodzimy głębiej w tematy, które kiedyś tak bardzo nas przerażały. Znajdujemy ulgę pomiędzy mrokiem, który nas otacza, znajdujemy coś, w czym możemy się prawdziwie sprawdzić. Nie spędzamy już nad tym kilka godzin tygodniowo, a całe dnie! A później, dni zamieniają się w całe tygodnie, w miesiące, a nawet lata. Nie znamy już innego życia, a nasza dusza przesiąknięta jest ciemnością, której kiedyś tak bardzo unikaliśmy, której się obawialiśmy. I wtedy już nie ma ucieczki, nie potrafimy wyrwać się z czegoś co jest już częścią nas. Nie chcemy się od tego odsuwać - jest to nam zbyt drogie, zbyt bliskie naszemu sercu. A więc dalej brniemy w to bagno, z przeświadczeniem, że cel uświęca środki, a to co robimy... robimy to dla większego dobra, dla dobra ogółu, a nie pojedyńczych jednostek. Nie czujemy już strachu, nie czujemy żadnych obaw, wszystko co dobre zdążyło już się wypalić. Pozostaje jedynie charyzma i idea, która jest przedstawiana przez nas w tak jasnym i pięknym świetle! I wydaje nam się, że to my teraz ustalamy reguły, że to my będziemy wielcy. Wraz z poparciem rośnie duma i wiara w słuszność decyzji. Człowiek w końcu się gubi, ma wizję dobra, ma wizję idealnego świata, który zostanie stworzony jego własnymi rękoma... Wierzy, że reprezentuje dobro, a gubi się w mroku. Niewinne eksperymenty zamieniają się w zagrożenie życia, a nieszkodliwe zaklęcia nagle mają zieloną barwę Avady. Rodzi się w człowieku uczucie, że wszystko jest możliwe i nikt nie może przeszkodzić w wypełnieniu przeznaczenia. Tortury są na porządku dziennym, ale nikt jeszcze o tym nie wie. Nikt się nie dowie. Może i wszystko jest teraz inne, ale przecież... czego nie robi się dla większego dobra?
"Czarna magia... czemu właśnie czarna? Nie jest ona przecież przepełniona złem, nie zapowiada śmierci czy bólu. Czarna magia wymaga od czarodzieja więcej, wymaga swoistego... poświęcenia. Dlatego jedynie nieliczni zdolni są do jej użycia."_______________________________
Mam nadzieję, że karta może być, a Gellert wyszedł znośnie. Jeśli jest coś do poprawki, to proszę o zwrócenie mi uwagi ;)
Zapraszam do wątków, Gellert jeszcze nie gryzie.

[ ooooch, jeden z moich ulubionych czarnych charakterów. tak bardzo żałuje, że go bardziej nie rozbudowała :< Może wątek?]
OdpowiedzUsuńSeraphine
[ dokładnie. Teraz będę się głowić jak ich wplątać w jakiś wątek. oboje są obcokrajowcami, niewiele mają ze sobą wspólnego. Do łba mi przychodzili tylko tyle, że mogłaby się pałętać po zamku i się zgubić, on sam nie znałby go za dobrze, ale o wiele lepiej niż ona. Nie wiem :< jestem raczej od zaczynania]
OdpowiedzUsuńSeraphine
[O rany, uwielbiam Grindelwalda, a tobie wyszedł świetny!]
OdpowiedzUsuńEdgar
[Tak myślę nad wątkiem, bo oni w sumie podobni są do siebie, z tym, że Edgar trochę mniej 'zły' jest w swojej ambicji... Jakieś pomysły?]
OdpowiedzUsuńEdgar
[Dokładnie tak wyobrażałam sobie młodego Gellerta.
OdpowiedzUsuńZaproponowałabym wątek, ale mam wrażenie, że mogłoby się to źle skończyć dla Charlie.]
[ rozumiem, że mam zacząć? ;>]
OdpowiedzUsuńSeraphine
[Podoba mi się ten gif *-* Ale najpierw spytam, czy jest chęć na wątek? ;3]
OdpowiedzUsuń[Ochy, achy. Grindelwald wspaniały! W ogóle to podziwiam, bo ja bym nie miała odwagi do takiej postaci. Pewnie bym go zepsuła...
OdpowiedzUsuńNo ale, po wątek przyszłam, o. Pomysły jakieś by się znalazły? :D ]
[Zacznijmy od tego, że zgadzam się ze wszystkim powyżej. Kopiuj-wklej. No a poza tym jestem bardziej niż chętna wątkom, więc proponuję, żeby wiedziony chęcią zerknięcia do Ksiąg Zakazanych (bo ufam, że nie jest tam aż tak łatwo się dostać, jak większość bloggerów uważa) zaczepi Riley, próbując wkręcić ją w stanie na czatach czy czego tam potrzebujesz. Byłoby miło zrobić z nich coś na kształt sprzymierzeńców, ale kłócić też się mogę, a co! :)]
OdpowiedzUsuń[Cieszę się. :) Zatem, ażeby ukrócić narcystyczne zapędy, przestanę się już zachwycać i zgrzeszę bezwzględnością, nakazując Ci zacząć. No i z góry dziękuję!]
OdpowiedzUsuń[Jest boski *-* Ivy approves. A właśnie, skoro Gellert jest czarnym charakterem, potrzebuje kogoś, kto mu będzie próbował przemówić do rozsądku, nie? Nieważne, że to się nie uda (wnioskując oczywiście z kanonu fabuły), ale może być fajnie. ;3 W końcu moja panienka Middleford jest takim aniołkiem... A w dodatku może się zainteresować panem z innej szkoły, bo nowa kultura, inny sposób bycia i w ogóle. Tylko sęk w tym, że ona się pierwsza nie odezwie ._. Ale może być jakoś taki początek całego wątku?]
OdpowiedzUsuńIvy Middleford
[Wiem, wiem, na skutki nawet nie liczę. ;3 Chociaż wątpię, że Gel się obrazi, bo Ivy jest bardzo subtelna w swoich poczynaniach i idzie metodą małych kroczków. Może się nawet polubią - się zobaczy. Właśnie na to liczyła, że Gelly zorientuje się, że Ivy się nim interesuje. ;3 Może on jako pierwszy odezwie? Na moją pannicę nie ma co liczyć, chyba że by go musiała zganić za coś, bo w końcu jest prefektem.]
OdpowiedzUsuńIvy Middleford
[Okej. Zaczniesz? ;3]
OdpowiedzUsuńIvy Middleford
Owutemy. Owutemy, owutemy, owutemy, owutemy…! Wszystko powinno kręcić się wokół owutemów! A nie kręci się! Bo Turniej, bo Durmstrang, bo Beauxbatons, bo… No w sumie wszystko, tylko nie nauka. I jak można skupić się, gdy wszędzie wokół ciszę zagłuszają piszczące blondwłose pół-wile (a żeby jeszcze nie były takie ładne, to może by im wybaczyła) i burkliwi, niby-seksowni-ale-wcale-nie-dla-niej Durmstrangczycy. Po prostu za dużo hałasu na rileyowe uszy. Bowiem jest wiele cech, którymi się lubiła przechwalać, ale o skupianiu się jeszcze nigdy słowem nie wspomniała…
OdpowiedzUsuńUciekała przed tym całym wrzaskiem, jak najdalej mogła, rozżalona odwołaniem rozgrywek Quidditcha i zestresowana perspektywą egzaminów. Próbowała sobie tłumaczyć, że jeszcze sporo czasu, przyjaciele próbowali tłumaczyć, że kto jak kto, ale Riley nie musi się przejmować, nauczyciele zaś nie zwracali na nią najmniejszej uwagi. Wszelkie wysiłki na nic. Pewnie, jak to ona, zmieni zdanie za kilka dni, tygodni, miesięcy i przestanie się w ogóle uczyć, jednak w tym właśnie momencie, na początku października roku tysiąc osiemset dziewięćdziesiąt ósmego, oszalała.
W chwili kompletnej słabości, próbującą wepchnąć do głowy kolejne literki z opasłego podręcznika do zaklęć, zastał ją Gellert Grindelwald. I na pewno nie spodziewał się, z jaką emfazą mu odpowie.
- Przypuszczam jednak, że wciąż brakuje panu książek, skoro się pan odezwał.
Nawet nie podniosła wzroku znad tomiszcza. Cóż, przynajmniej nie z początku, bo dopiero chwilę po zamknięciu ust wyjrzała ukradkiem znad okładki, badając, z czym ma do czynienia. Głos miły, uśmiech ładny, zdeprawowania oznak brak. Jak mogła być tak nieuprzejma wobec kogoś o tak przyjemnej aparycji? Nawet jeśli to kolejny bufon, który próbuje uniemożliwić jej zdanie owutemów!
- Po tylu latach Hogwart wciąż nie przestaje zachwycać, Durmstrangu jednak nie zwiedziłam. Będę musiała oprzeć się na pańskiej opinii – dodała nieco spokojniej, po czym wróciła do formułek.
Ivy nie była przygotowana na to, że już od razu na jej młode barki spadnie tak wiele obowiązków. W końcu to był pierwszy rok, jak była prefektem. A teraz musiała pilnować nie tylko uczniów Hogwartu, ale także i Durmstrangu i Beauxbatons. Ni, żeby nie cieszyła się z napływu nowych kultur do szkoły, ale... to wydawało się być ciężkie.
OdpowiedzUsuńI faktycznie było, ale tylko przez pierwsze parę dni, kiedy to wszyscy, łącznie z pierwszakami, gubili się jeszcze na korytarzach. Prefekci instruowali ich wciąż i modlili się, aby w końcu zmysł orientacji w terenie zaczął im działać.
Pogoda, o dziwo, była bardzo przyjemna, chociaż przecież był środek jesieni. Gdzie te wieczne ulewy, spadające liście, chlapy i chłód? A może to i lepiej, że nie było aż tak źle.
Większość uczniów, także i tych nowych, skupiło się na błoniach - niektórzy przechadzali się tam i z powrotem, co i młodsi to ganiali się, jeszcze inni przysiedli z przyjaciółmi, a kolejni wybrali samotność. Idealne miejsce do obserwacji. Owinęła szyję czerwono-złotą chustą, którą sama kiedyś sobie zrobiła (za pomocą magii, oczywiście), zabrała swój notatnik i wyszła. Chciała wmieszać się w tłum i nie zwracać na siebie uwagi. Prawie jej to wyszło, gdyby nie pewien chłopak...
Był chyba z Durmstrungu. Do Hogwartu na pewno nie należał, nigdy wcześniej go tu nie widziała. Nie wiedziała, co, ale coś się odezwało w głębi jej duszy. Coś jakby niepokojącego. Uniosła brwi. Nie zorientowała się, kiedy jej wzrok stał się natarczywy, a obiekt obserwacji podniósł głowę zza czytanej książki i... uśmiechnął się do niej szczerze. Jej kąciki ust zadrgały, jakby chciała odwzajemnić ten gest, ale natychmiast opuściła głowę, pozwalając, aby blond włosy niemal całkiem schowały jej twarz. Zerknęła na niego jeszcze raz niepewnie i przelotnie.
Ivy Middleford
To takie urocze. Po prostu. Być miłym, myśleć, że ma się cel i na dodatek próbować do niego dążyć. Życie wydaje się słodsze, uśmiech staje się słodszy, a to spojrzenie… Też słodkie. Riley pobieżnym okiem dostrzegła to wszystko, gdy kolejny raz podniosła wzrok znad książki, tym razem z uniesionymi brwiami, zdziwiona jego propozycją. I przesiadką. Co prawda skłamałaby, mówiąc, że czuje dyskomfort, będąc bliżej, jednak jego odejście również nie wprawiłoby jej w zły nastrój. Żyła przecież nie z nim, a jedynie obok.
OdpowiedzUsuńŻadne z nich nie miało się szans o tym jeszcze przekonać, lecz bardzo różnili się od siebie. Skoro Gellert chłonął wszystko, Riley stanowiła niemalże jego przeciwieństwo, interesując się wyłącznie szczególnymi zagadnieniami przedmiotów, wyciągając drobnostki, ciekawostki, słowem – esencję tematu, pomijając ogół. Nie lubiła zielarstwa, lecz wiedziała wszystko o roślinach podtrzymujących stropy w kopalniach. Eliksiry nie sprawiały jej przyjemności, lecz znała każdy przepis odtruwający. Całe jej życie było podporządkowane kopalni, odległej obecnie o tysiące kilometrów.
Również uśmiechnęła się, nie odzywając się przez niepokojąco długą chwilę. Nie myślała, tylko patrzyła. Na niego. Ot, bo tak. I z pewnością obiekt obserwacji mógł zobaczyć pustkę w jej oczach, zero kelwinów, absolutny brak emocji, mechaniczną ostrość źrenic. Poprzednie zaintrygowanie czy stres znikły momentalnie, jakby narzuciła nową skórę. Zmienna panna Doherty przywdziała ćwiczoną latami pozę maszyny.
W końcu odezwała się (równie przyjemnym co jego) głosem, odłożywszy na bok książkę.
- Surowy wydaje mi się również ten opis, niezbyt obrazowy muszę przyznać. Doceniam jednak pańską uprzejmość, panie…? – spytała, ignorując propozycję pomocy. Czy gest nie nazbyt wymownie oddawał jej odmowę?
Właśnie w momencie, gdy Gellert przysiadł się do dziewczyny, pisała jedno zdanie w swoim notatniku. ... z tego wnioskuję, że uśmiech jest dla innych osób zaraźliwy i nie... - ale urwała, gdy usłyszała jego słowa. Zgięła natychmiast wpół pergamin, nie dbając o to, aby było równo. Uniosła brwi, zerkając na niego ze zdziwieniem, jakby nie miała pojęcia, o czym do niej mówił.
OdpowiedzUsuń- Nie przypuszczam, aby jakikolwiek uczeń w tej szkole byłby w stanie ugryźć.
Ich miejsce jest w końcu w wariatkowie, to jest logiczne. A ten chłopak raczej jej na wariata nie wyglądał. Aż tak źle z nim nie było... chyba, że to tylko pozory. Zmarszczyła zabawnie nosek, ale po chwili obdarzyła go lekkim uśmiechem, przypominając sobie o dobrych manierach.
- Jednakże miło mi, że się przysiadłeś, panie... - nie dokończyła, dając mu tym samym do zrozumienia, że chce wiedzieć, jak się nazywa jej nowy towarzysz.
Ivy
- Riley Doherty, miło mi – odparła z szerokim uśmiechem, wiedziona niczym marionetka jego uprzejmością.
OdpowiedzUsuńAch, gdyby tylko wiedziała, kim był naprawdę! Lecz w jej oczach zdawał się tylko czarującym młodzieńcem, wychowanym jak należy, niebrzydkim i niezwykle przystępnym w obyciu. Pozostawało tylko pytać, gdzie przyzwoitka? Mimo zdecydowanego braku doświadczenia w kontaktach z osobami o tak wysoce rozwiniętej charyzmie, Riley trzymała fason, spojrzenie charakterystyczne rodzinie Doherty. Papa byłby dumny! A jednak, miało się wrażenie, jakby pojawiła się rysa, jakby dziewczę miękło z każdym jego słowem.
- Wydaje się pan niezwykle uprzejmy, panie Grindelwald. Aż trudno uwierzyć, że zamyka się pan w bibliotekach z tak miłym usposobieniem. Salony na pana czekają – rzekła ubawiona, nie odrywając już wzroku. Usta drgały lekko, jakby toczyły z oczami walkę o okazanie choć odrobiny uczucia, lecz przegrywały sromotnie, tworząc niezwykle fałszywy grymas. – Mówi pan, że nie jest artystą, kim więc?
Nie trzeba chyba mówić, że spodziewała się kwiatów, słodkości i uprzejmych do znudzenia odpowiedzi. Tym samym jednak pod rosnącym w siłę zainteresowaniem wciąż brakowało solidnych fundamentów do zbudowania głębszej relacji. Sama Riley wymawiałaby się zapewne genami, że niby australijska krew gorała wyłącznie dla Tego Jedynego, a nikt niepowołany nie miał szans na skłonienie jej do jakiś głupstw. Tymczasem rozmowa zaczęła ją bawić, nawet mimo przeświadczenia, że absolutnie nic z niej nie wyniknie. Czasem panna Doherty lubiła się mylić.
Wstała, nie czekając na odpowiedź, uznawszy nagle, że nie powinni siedzieć tak blisko. Zaraz jednak obejrzała się na niego, zapewniła, że słucha i dopiero wówczas obróciła w stronę najbliższego regału. Z początku chcąc tylko odłożyć czytaną wcześniej książkę, z czasem po prostu nie oglądać więcej urzekającego uśmiechu. Czyżby instynkt zachowawczy…?
Seraphine nigdy nie lubiła przyznawać się do porażki, ale dziś to zrobić. Z rozpaczą doszła do wniosku, że się zgubiła, gdy po raz piąty przechodziła obok tego samego obrazu rycerzy, którzy gdy tylko pojawiała sie na horyzoncie, głośno komentowali, głównie jej wygląd. Na domiar złego, albo każdy mieszkaniec Hogwartu się przed nią krył, albo byli wyjątkowo pilnymi uczniami, którzy siedzą na lekcjach bądź w swoich pokojach i ślęczą nad książkami.
OdpowiedzUsuńI pomyśleć, że mogła teraz siedzieć nad jeziorem, z bandą głupiutkich dziewczyn z delegacji, które komentują każdego Hogwartczyka, doskonale wiedząc, że i tak żaden z nich nie zrozumie co się o nim mówi. A zamiast tego głupia postanowiła zwiedzić zamek, z przekonaniem, że przecież w razie czego trafi do wyjścia. Teraz nie wiedziała nawet na jakim piętrze i w której części ogromnego zamku się znajduje. Bezradność i rozpacz wymalowana na jej twarzy, z pewnością i ją wprawiłaby w rozbawienie, gdyby nie krytyczna sytuacja, w której sie znalazła. W głowie bowiem pojawiła się okropna myśl, mówiąca o tym że zginie w tych murach, a jej duch będzie ostrzegał następnych uczestników wyprawy do Hogwartu, aby nigdy przypadkiem, na własną rękę nie próbowali poznać tajemnic tego budynku. Zaczęła już nawet układać sobie w głowie jaką strategię obierze by wystraszeni na śmierć, posłuchali wątłego, smutnego duszka. A jakie używanie będą miały gazety we Francji! Najlepsza uczennica akademi Beauxbatons, zginęła śmiercią tragicznie śmieszną, podczas zwiedzania Hogwartu. Skonała tuż pod portretem Rycerzy grających w szachy czarodziejów, do ostatnich chwil musiała wysłuchiwać uwag na swój temat. Najszczersze kondolencje dla rodziny zmarłej Wreszcie z rezygnacją opadła na tyłek, tuż przy jakiejś starej, zardzewiałej zbroi, nie bacząc na to, że pobrudzi sobie swoją błękitną, jedwabną szatę, która sprawiała, że chcąc czy nie, dziewczę wyróżniało się z tłumu, wśród morza czerni, która panowała w Anglii.
Sama nie wiedziała ile już tak siedzi. Przez większość czasu ćwiczyła różnego rodzaju czary, a w efekcie teraz nad jej głową unosiło się stadko kanarków, a także kilkanaście motyli, a obok niej dreptał nieco metaliczna mysz, powstała z niewielkiego fragmentu zbroi.
- Och, zamknijcie się wreszcie. - warknęła w stronę obrazu, a właściwie w stronę tego co on przedstawiał, w momencie gdy usłyszała rytmiczne kroki, z każdą chwilą coraz głośniejsze. Jak na zawołanie podskoczyła do góry, wygładziła materiał niebieskiej sukienki, w tym samym momencie co młody mężczyzna wyszedł zza rogu. Kojarzyła go z reprezentacji szkół, wiedziała, że nie jest uczniem tutejszej szkoły, jednak jak zauważyła, odnajdywał się w niej lepiej niż ona. - Pomożesz mi?- zapytała cicho, z nadzieją wyraźnie wyczuwalną w głosie, nie pewna czy w ogóle ją zauważył. Zazwyczaj tak się nie działo.
Seraphine
Spostrzegawczy.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się słodko, co miało skorygować to, że odkrył dokładnie jej myśli względem niego - faktycznie, nie była do niego przekonana. Ba, nadal nie jest.
- Ivy Middleford - przedstawiła się uprzejmie i skinęła lekko głową z wciąż przyklejonym do twarzy uśmiechem. - Hogwart musi pod wieloma pozorami różnić się od Durmstrangu. Jak pierwsze wrażenia, panie Grindelwald?
Spotkała już francuskie szczebiotki, więc mogła stwierdzić, że jego akcent różnił się od mowy uczniów z Beauxbatons. Słowa wypowiadane przez niego zdawały się być takie... twarde. Z łatwością więc można było odgadnąć, że jest obcokrajowcem.
Ivy Middleford
[Rowling mogłaby się szarpnąć przynajmniej na jakieś opowiadanie o Grindelwaldzie i o tym, jak to się zaczęło.
OdpowiedzUsuńChciałabym jakiś wątek, ale nijak nie wiem, jak wymyślić coś ciekawego z Gellertem i Nelly.]
Nelly